Tak, to prawda. Mam w swojej kolekcji mnóstwo piłkarskich i koszykarskich koszulek, w związku z czym moglibyście pomyśleć, że jestem orędowniczką kupowania trykotów z każdej nowej kolekcji, że ulegam marketingowi wielkich sportowych brandów i wydaję pieniądze na wszystko, co ładnie wygląda i fituje w mojej garderobie. Nic bardziej mylnego.

Trzy wyjątki od reguły

Czy uwielbiam sportowe koszulki? Oczywiście! Uważam, że dla fanów piłki nożnej (a w zasadzie jakiejkolwiek dyscypliny) najłatwiej jest wymyślić prezent na urodziny lub pod choinkę. A jeśli wiemy, jakiej drużynie kibicuje obdarowywany, to sprawa staje się jeszcze prostsza. Więc to nie tak, że całkowicie przeciwstawiam się kupowaniu nowych koszulek.
Następny przykład – koszulka jako pamiątka z podróży. Dla mnie nie ma nic lepszego, niż trykot zdobyty w stadionowym fanstorze, sama mam ich kilka i na pewno przy najbliższej okazji (mam nadzieję, że będzie to Wanda Metropolitano) kupię sobie kolejny. W takich sytuacjach płacimy nie za samą koszulkę, ale za wspomnienia, za wartość sentymentalną, za coś, co w większej perspektywie wydaje się bezcenne.
No i trzeci przykład. Secondhandy. Skarbnice retro koszulek. Można w nich znaleźć białe kruki, ale tu już trzeba wykazać się większym zaangażowaniem i poświęcić czas na poszukiwania. To nie tak, że wchodzisz do lumpa, a tam na wystawie unikatowy, bordowy Thierry Henry z logo O2 na przodzie. Tu trzeba buszować i liczyć na łut szczęścia. Ale jaka potem jest satysfakcja! Zwłaszcza wtedy, gdy znajdujemy świetną koszulkę, a przy kasie czeka na nas nieproporcjonalnie niska cena. Najlepiej.
Na co w takim razie mam dziś zamiar narzekać? Na koszulki bez wartości sentymentalnej, na retro repliki, na horrendalne, zawyżone ceny nowych koszulek i przede wszystkim zanieczyszczenie środowiska, do którego przemysł odzieżowy kolosalnie się przyczynia.

Za dużo dropów. Nostalgia rozmywa się w nadprodukcji

Czy my jeszcze nadążamy za nowymi kolekcjami? Czy za dziesięć lat będziemy z nostalgią wspominać tegoroczne dropy? Nie bez powodu przywołałam wyżej Thierry’ego Henry’ego i jego bordowy trykot. Myślisz: koszulka Arsenalu, widzisz: O2 jako logo sponsora. Dziś sponsorzy szybko się zmieniają, są to z reguły ubezpieczyciele, firmy specjalizujące się w kryptowalutach, linie lotnicze lub bukmacherzy. A kiedyś to był Opel, którego wspomnienie dziś jednoznacznie przywołuje koszulki AC Milan.
Jeszcze lepsze przykłady to Pirelli na koszulkach Interu Mediolan, Sharp Manchesteru United czy kultowe Nintendo na froncie Fiorentiny. Dziś logotypy sponsorów wręcz nas denerwują i wolimy sięgać po czyste koszulki, wyłącznie z klubowym herbem i znakiem producenta. Zresztą kluby co sezon wypuszczają nowe kolekcje pierwszych, drugich i trzecich kompletów, do tego stroje kolekcjonerskie, jubileuszowe… Jest tego za dużo. Ze zgrozą czekam na to, gdy kluby zaczną wypuszczać osobne kolekcje na rundę jesienną i wiosenną…

Jak kopia niszczy oryginał

Nie widzę też większego sensu w produkowaniu retro replik, czyli nowych koszulek nawiązujących stylem do tych z poprzednich dekad. Cały urok retro koszulek jest właśnie w tym, że pochodzą z innej epoki. Że to kolekcjonerskie perełki. Dziś, w dobie masowej produkcji retro kolekcji, te prawdziwe, stare trykoty tracą swoją unikatowość, przez co to, co było kiedyś, zacznie nam się ścierać z tym, co jest teraz.
Za dwadzieścia lat stare logo, użyte w tegorocznej kolekcji, będzie przywoływać świeższe wspomnienia zamiast tych pierwotnych. Ja mam tak z muzyką – gdy słucham na loopie utworu z dzieciństwa, który na początku przywoływał wspomnienia mojego pokoju, zapach świeżych truskawek i ciepło wpadającego przez okno słońca, teraz kojarzy mi się z aplikacją Spotify, w której zapętlam tę piosenkę w drodze do pracy. Czar prysł.

Kto jeszcze się na to nabiera?

Czy wyście powariowali z tymi cenami? Nowe koszulki są absurdalnie drogie. Ktoś jeszcze się na to nabiera? Przecież za chwilę ten sam produkt będzie kosztował 20% taniej tylko dlatego, że producent będzie już szykował projekt dropu na kolejny sezon. Większym oszustwem są tylko strony marketplace’ów, które sprzedają podróbki z Chin. Kupisz swój wymarzony trykot, a po trzech tygodniach dostaniesz marnej jakości podróbę, z której po pierwszym praniu zaczną odklejać się badge’e. Nie wiem, na ile jest to legalne, ale na pewno powinno być zakazane.
Na kwestię cen otworzyły mi się oczy po wypuszczeniu najnowszej kolekcji koszulek reprezentacji Polski. Prawie 700 zł za trochę poliestru i przekaz producenta o aero-technologii i zróżnicowanej gęstości splotu włókien? Umówmy się, żadna z koszulek piłkarskich nie jest tak komfortowa jak dobrej jakości bawełniany t-shirt. Dlatego o wiele lepszą opcją z ekonomicznego punktu widzenia są właśnie zwykłe koszulki z herbem drużyny, a nie te meczowe. Tańsze, wygodniejsze i wciąż pokazujące na mieście, komu kibicujesz!

Zanieczyszczenie środowiska. Prawdziwa cena nowych kolekcji

Na koniec dochodzimy do największego problemu. Biznes odzieżowy generuje ogromną ilość odpadów każdego roku. Jedno ze źródeł zobrazowało to, opisując, że co sekundę na wysypisko lub do spalenia trafia równowartość jednej pełnej śmieciarki. Podkreślam, co sekundę. Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z tymi wszystkimi nowymi kolekcjami, które po pół roku przestają być (według producenta) nowe? Jak dobrze pójdzie, to najpierw trafią na wyprzedaż, a później może, moooże do sieciowych secondhandów. Ilości są jednak tak ogromne, że znaczna część produkcji idzie na przemiał.
I to już nie jest problem wyłącznie koszulek sportowych. Ilość ubrań produkowanych na całym świecie jest zatrważająca, a statystyki – bezwzględne. Według danych McKinsey’a aż 3 z 5 wyprodukowanych ubrań trafiają na wysypisko lub do spalarni (ok. 100 milionów ton rocznie). Najbardziej dotkliwe jest w tym wszystkim zjawisko fast fashion, które niestety dotyczy piłki nożnej. W utopijnym świecie cała niewykorzystana odzież trafia do recyklingu, ale aktualnie w naszej dystopijnej rzeczywistości recyklingujemy… symboliczny 1%

3 odpowiedzi na “Koszulkowa pułapka. Dlaczego przestałam kupować każdą nową koszulkę?”

  1. Awatar Atletico fan
    Atletico fan

    W dzisiejszym felietonie poruszyłaś bardzo ważny temat recyklingu.Może warto byłoby wprowadzić jakieś ograniczenia produkcji tylu koszulek?Zdaję sobie sprawę,że tu chodzi o dużą kasę, którą zarabia się na sprzedaży.Nie można jednak patrzeć tak krótkowzrocznie bo niedługo „utoniemy”we własnych śmieciach.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar amyfootballlover

      Ciekawe, kiedy rządzący tym światem pójdą po rozum do głowy. 🤷🏼‍♀️

      Polubienie

  2. Awatar L.F.C.
    L.F.C.

    Jesli chodzi o te śmieciarki,to nie mogłaś lepiej trafić z felietonem,bo wczoraj ladowalem „tekstylia”,na WYSYPISKU SMIECI w Luxemburgu,rozladunek w Nimczech, sortownia i przeładunek do innego kraju lub kontynentu….Biznes o jakim nie snimy 🙉🙈
    Wracajac do firmy na koszulkach,to mam taką jedną w domu,której nigdy nie oddam na śmietnik,chociaż z czerwonego materiału odklejają sie biale litery znanego piwa🤭To jest prawdziwy bialy kruk 😁

    Polubienie

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *