W rytmie mundialu. Muzyczny przegląd mistrzostw świata w piłce nożnej

Wraca mi wiara w ludzi gdy słyszę, jak mówią, że tegoroczny występ The Killers, otwierający finałowy mecz Ligi Mistrzów, był lepszy, niż występ Bad Bunny’ego i ekipy podczas Super Bowl. The Killers to klasa sama w sobie, prawdziwe instrumenty, wokal bez autotune’a, prezencja, szyk i elegancja. W tym roku muzyka przeplata się z piłką nożną wyjątkowo mocno, bo już za chwilę rozpoczynamy za oceanem mistrzostwa świata.

Nie ma mundialu bez Shakiry

Tegoroczny „Dai dai” Shakiry i Burna Boy’a (który nadaje utworowi afrykańskiego vibe’u) zastąpiło „Lighter” Jelly Rolla i Carola Leona jako hymn tegorocznej imprezy, gdyż ten drugi (a właściwie pierwszy) okazał się niewypałem. Dark country może się sprawdzić w Stanach Zjednoczonych, szczególnie tych południowych, ale europejska, latynoska czy afrykańska piłka nożna potrzebuje klimatu znanego z poprzednich imprez. Waka waka, dai dai, ole ole – tak, tego chcemy!

Bębny, wuwuzele, grzechotki, reggaetonowy puls, latynoskie i popowe brzmienia – to jest kwintesencja mundialowych piosenek. I choć „Dai dai” na początku wydawał mi się mocno przeciętnym kawałkiem, napisanym ot tak, na kolanie, aby tylko uratować hymn mistrzostw, to przy każdym kolejnym odsłuchu podoba mi się bardziej. No i umówmy się – jeśli Elvis Presley jest królem rock and rolla, to Shakira jest królową mistrzostw świata. Zawsze dowozi (czego nie można powiedzieć o niektórych piłkarskich reprezentacjach).

Setlista prezesa FIFA i halftime show na miarę Super Bowl

Kojarzycie takiego włoskiego DJ-a jak Gianni Infantino? Otóż dla ociekającego dolarami szefa FIFA dwóch-trzech artystów podczas sportowej (!) imprezy to zdecydowanie za mało. W kraju jego pomarańczowego przyjaciela musi być blichtr, przepych i jeszcze kilka wybuchowych określeń, które w samolocie tanich linni byłyby zakazane. Dlatego tegoroczne spotkanie finałowe mundialu, minimum dwie 45-minutowe połowy meczu, to tylko dodatek do spektakularnego muzycznego performansu.

18 utworów, a wśród artystów przedpotopowi The Rolling Stones, Major Lazer, Nelly Furtado, Daddy Yankee i jeszcze wiele imion, Anitta, Rema, Lisa, Davido, Tyla, Belinda, które kompletnie nic mi nie mówią (chyba że Belinda to ta Caralise, a Lisa to Liza Minelli). Będzie show w amerykańskim stylu. Ale mi wystarczą, ba podobają się znacznie bardziej, występy prawdziwych artystów w estetyce, jaką zaprezentowali The Killers. Bo bez rozbierania, przebodźcowania i autotune’a wszystko wychodzi lepiej.

Otwórz lodówkę, a wyskoczy z niej… reklama mistrzostw świata

Muzyka w piłce nożnej to nie tylko halftime show (ups! znowu wkradł mi się amerykanizm prosto z futbolowego boiska, tego drugiego, które z prawdziwym footballem nie ma wiele wspólnego…). To także piosenki, które nucimy w pracy, w tramwaju, pod prysznicem, bo wpadły nam ucho zasłyszane podczas oglądania reklamy mundialu w mediach. Oficjalnym hymnem mistrzostw świata Coca Coli (jakkolwiek to brzmi) jest nowa wersja „Jump” w wykonaniu J Balvina, Steve’a Vai i Travisa Barkera. Zupełnie niepotrzebna.

Przedpremierowo mogliśmy także usłyszeć fragment wydanego 5 czerwca utworu Muse „Nightshift superstar”, który krążył jako tło muzyczne do promocji transmisji mundialowych meczów na francuskim kanale M6. Dla mnie, niestety, mocno przeciętny i zupełnie nie w stylu, którego my, fani Mata, Chrisa i Doma, oczekujemy. Zespół dropnął już fantastyczny kawałek „Cryogen”, wzbudzający sentyment i nostalgię do cudownych lat 90., kiedy to Muse słynęli z surowego, dramatycznego, mocno gitarowego i trochę psychodelicznego rocka, ale „Nightshift superstar” jest miałki i nijaki. Matt, wracaj już do Europy…

Od Shakiry do Michała Milowicza

A my wróćmy do hymnów. Mimo iż Shakira jest ich królową, to i tak najlepszym utworem mistrzostw świata w historii jest według mnie „La copa de la vida” Ricky’ego Martina z 1998 roku. Dla wielu będzie to „Waka waka” z RPA 2010, a dla jeszcze innych „Hips don’t lie” z Niemiec 2006. Weltmeistershaft 2006 to mój ulubiony mundial i przy całej sympatii do piosenki Kolumbijki i Wyclefa Jeana, 20 lat temu całe moje serce skradł Herbert Grönemeyer z utworem „Celebrate the day”. Już mam ciarki, jak to piszę.

A gdzie są w tym muzyczno-sportowym konkursie Polacy? Siedzą w domu, popijają piwko i wyczekują mundialu w telewizji. A właściwie, to nie. Bo przecież inna strefa czasowa i większość meczów będzie w nocy. No i po co komu taki mundial? Zaletą globalizacji i cyfryzacji jest to, że możemy sobie stworzyć własną kapsułę czasu i przenieść się dzięki internetowi do wspomnianego 2006 roku. A tam czeka na nas Michał Milowicz.

Shakira photo Creative Commons Zero, Public Domain Dedication The Rolling Stones photo Creative Commons Attribution 2.0

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect