Przed półfinałowym starciem z Hiszpanią Francja miała na papierze mocniejszy skład. I oczywiście, można z tym dyskutować, bo obie ekipy to zdecydowane top of the top tegorocznego mundialu, ale poza bokami obrony i Rodrim ustawionym na pozycji defensywnego pomocnika, na każdej innej pozycji to Francuzi wydawali się mocniejsi. Ale potem przeszedł wtorek i brutalna dla Les Tricolores rzeczywistość.
Francja przegrała z własną niemocą
Taktyka Didiera Dechampsa rozczarowała. To, co działało z Senegalem, Irakiem i Norwegią w fazie grupowej, potem ze Szwecją, brutalnym Paragwajem i Marokiem w fazie pucharowej, zawiodło w półfinale. Lucas Digne, Jules Kounde, Osumane Dembele i co najgorsze Michael Olise, byli cieniami samych siebie. Podobnie zresztą Adrien Rabiot i zmieniający go w drugiej połowie Manu Kone – obaj mieli przed tym starciem solidne występy za oceanem. Do wczoraj.
Dobitny był w tym wszystkim brak skuteczności strzeleckiej. Reprezentacja Hiszpanii grała solidnie w obronie i jeśli Unai Simon nie otrzyma na koniec turnieju nagrody dla najlepszego bramkarza to tylko dlatego, że jego koledzy z formacji defensywnej nie pozwalali mu przemęczać się między słupkami. Podopieczni Dechampsa odnotowali tylko 10 strzałów w całym spotkaniu. Mówi się, że każda, nawet najlepsza drużyna, ma na wielkim turnieju jeden słaby mecz. Niestety, dla Francuzów był to ten dający możliwość gry w finale.
Bez możliwości zrzucenia winy na sędziego
Czy za porażkę Les Tricolores możemy winić… sędziego? Selekcjoner obecnych wicemistrzów świata przyznał, że zrzucając winę na arbitrów wyglądałby w tym momencie śmiesznie, ale nie da się ukryć, że zarówno Dechamps jak i kibice jego drużyny chętnie zadzwoniliby do kogo trzeba, aby np. odwołać karnego z pierwszej połowy spotkania albo w ogóle powtórzyć mecz (czy jestem złośliwa i piję do poczynań Donalda Trumpa i Gianniego Infantino? Tak.).
Trzeba jednak spojrzeć na drugą stronę medalu i sytuacje, w których to Francuzom udało się uniknąć (mogącej jeszcze bardziej ich pogrążyć) kary. Widmo kończenia meczu w dziesiątkę, jeśli faul na Laminie Yamalu w polu karnym zostałby zakwalifikowany na czerwień, lub w dziewiątkę, jeśli Rabiot zdążyłby zarobić przed zejściem z boiska drugą żółtą kartkę, chyba mocno przytłoczyło Trójkolorowych. Po prostu nic im nie wychodziło.
A szkoda, bo od początku turnieju byli solidni, byli moim faworytem do wygrania 19 lipca finałowego starcia w New Jersey. Didier Dechamps miał naprawdę pierwszorzędny wyjściowy skład i wymarzonych zmienników. Piłkarzy, których nagle dopadła niemoc. Byli nieefektywni technicznie, gorsi w kontrolowaniu gry i po prostu zdominowani przez presujących, grających kolektywnie Hiszpanów. Adieu la France.
Dechamps bez kolejnego finału, ale z szansą na kolejny medal
Didier Dechamps ma teraz szansę na swego rodzaju potrójną koronę, jeśli możemy nazwać tak okoliczność, w której dopisuje do swojego dorobku (mistrzostwo świata w 2018 roku i wicemistrzostwo świata w 2022 roku) brązowy medal mundialu. Oczywiście o trzecie miejsce musi jeszcze zawalczyć w sobotę na Miami Stadium (na co dzień znanym jako Hard Rock Stadium). 57-letni trener jest samodzielnym liderem w klasyfikacji selekcjonerów z największą liczbą meczów na mistrzostwach świata. Ze wszystkich 26 przegrał tylko trzy…
Photo source: Wikimedia.org. Bryan Berlin / WikiPortraits License: This file is licensed under the Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International license.










Skomentuj