Futbol niedoskonały. I całkowicie zachwycający

Kibice zachwycają się wtorkowym starciem Paris Saint-Germain z Bayernem Monachium, a ja przytakuję Cholo Simeone, który wytyka słabości obu drużyn. Bawarczycy dali sobie wpakować w półfinale Ligi Mistrzów aż pięć bramek, Paryżanie aż cztery… Punkt widzenia zależy od sposobu przekazania informacji. Nie zmienia to faktu, że w końcu zobaczyliśmy futbol, za jakim tęskniliśmy. Oldschoolowy i odważny.

Defensywa? Chwilowo nieobecna

Po sieci krąży komentarz kibica Arsenalu, który skomentował pierwszy półfinał na tyle kontrowersyjnie, że wywołał w internecie nie lada zamieszanie, gdyż nikt do końca nie wie, czy był on przesiąknięty sarkazmem czy faktycznym niesmakiem. „Przeciętny, niezbyt rozgarnięty kibic piłki nożnej będzie się zachwycał tym meczem, ale ja, intelektualista wychowany przez Artetę kręcę jedynie głową z dezaprobatą patrząc na organizację gry w defensywie…”. Błagam, niech to będzie ironia.

Mecze, w których z obu stron pada dużo bramek, zawsze ogląda się przyjemnie, niemniej zarówno Vincent Kompany jak i Luis Enrique muszą wyciągnać po tym spotkaniu wnioski. I większość na pewno będzie dotyczyła gry w obronie. Bayern już w dwumeczu z Realem stracił przecież cztery bramki, z czego pierwsza zdobyta przez Królewskich na Allianz Arena padła po błędzie Manuela Neuera. Niemiec nie był w tym dniu w najlepszej dyspozycji a gdyby nie czerwona kartka dla Eduarda Camavingi kto wie, czy we wtorek nie oglądalibyśmy starcia PSG z Realem Madryt.

Kiedy znajdziemy się na zakręcie… spotkamy Arsenal

Rywalizacja Atletico Madryt z Arsenalem ostudziła już trochę nasze emocje. Remis 1:1 w pierwszym meczu stawia obie drużyny w dość komfortowej sytuacji, żadna nie musi gonić wyniku bo bramki strzelone na wyjeździe nie są liczone podwójnie. The Gunners mają teoretycznie przewagę własnego boiska, ale nie spodziewałabym się dopingu na miarę tego z Wanda Metropolitano.

Ostatni mecz, w którym podopieczni Mikela Artety strzelili więcej, niż jedną bramkę, to starcie z 17 marca przeciwko Bayerowi Leverkusen. Od tego czasu zdążyli czterokrotnie przegrać, dwukrotnie zremisować i tylko dwa razy wygrać 1:0. Słabe zakończenie sezonu w wykonaniu Arsenalu to już tradycja – na ostatniej prostej potykają się o własne nogi i nie dość, że w Lidze Mistrzów wszystko może się jeszcze wydarzyć, to istnieje duże ryzyko utraty realnej szansy na zdobycie upragnionego trofeum Premier League.

Gra Atleti to loteria

Wygrywają z silnymi, przegrywają ze słabymi, remisują z Arsenalem. To chyba najbardziej nieprzewidywalna drużyna w półfinałowym towarzystwie. W ostatnich dwumeczach, przeciwko Barcelonie i Tottenhamowi, to te pierwsze spotkania były dla nich lepsze. Rewanżowe przegrywali, ale zdobyte z okładem gole w pierwszych meczach dawały im awans kolejno do ćwierćfinału i półfinału. Tu tego okładu nie ma, ale może powtórzy się historia z rywalizacji przeciwko Club Brugge – remis w Brugii i wysokie zwycięstwo w Madrycie. A może będzie zupełnie inaczej. Nie wiem, nie jestem intelektualistką.

Ktokolwiek z pary Atletico-Arsenal trafi do finału tegorocznej edycji Champions League, stanie przed niezwykle trudnym zadaniem niewpakowania sobie do bramki tylu goli, ile potrafią zdobywać Bayern i PSG. Harry Kane i Ousmane Dembele są w tym sezonie nie do zdarcia, Bayern ma jeszcze w ofensywie bezapelacyjny talent, Michaela Olise, a Khvicha Kvaratskhelia z PSG goni Kyliana Mbappe w rywalizacji o tytuł króla strzelców LM. Aż zal, że przed nami już tylko trzy mecze…

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect