Pierwszy sezon w Lidze Mistrzów i od razu ćwierćfinał! Dwa lata temu przeżywaliśmy, że Aston Villa przegrała z Legią Warszawa w rewanżowym meczu fazy grupowej (fazy grupowej! Co za czasy) Ligi Konferencji, a dziś klub z Birmingham przygotowuje się do walki o półfinał tych najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie. A bój niewątpliwie będzie zacięty, bo na drodze The Villans stanie Paris Saint-Germain.
Zwycięzca Pucharu Europy
Żeby być sprawiedliwą, muszę oddać Aston Villi to, co zabrałam we wstępie. Pisząc o pierwszym sezonie w Lidze Mistrzów nie skłamałam, ale wypadałoby wspomnieć o triumfie w rozgrywkach ją poprzedzajacych. W sezonie 1981/1982 klub z Birmingham wygrał Puchar Europy, a dopiero dziesięć lat później przemianowano go na Ligę Mistrzów.
Co ciekawe, tylko pięciu angielskim zespołom udało się tego dokonać. Chelsea, Liverpool, Manchester City, Manchester United, Nottingham Forrest i właśnie Aston Villa triumfowały w europejskich rozgrywkach na najwyższym szczeblu. Nawet jeśli przygoda obecnej Villi zakończy się na PSG, to i tak będzie to wspaniały sukces, na który kibice z Villa Park czekali bardzo długo.
Unai Emery – mistrz europejskich pucharów
Myślę, że nie bez znaczenia dla tak dalekiego zajścia Aston Villi w LM jest fakt, iż klub ten prowadzi Unai Emery, ekspert w dochodzeniu do finałów europejskich pucharów niższego szczebla. Z Sevillą trzykrotnie wznosił puchar Ligi Europy, raz udało mu się tego dokonać z Villarrealem, a raz doszedł do finału jako szkoleniowiec Arsenalu, w bardzo trudnej roli bezpośredniego następcy wielkiego Arsene’a Wengera.
W całej swojej trenerskiej karierze prowadził kluby w 63 meczach Ligi Mistrzów, wygrywając 46% wszystkich pojedynków. W sezonie 2021/2022 doszedł z Villarreal do półfinału rozgrywek, ale uległ Liverpoolowi, który w tym sezonie pożegnał się z Ligą Mistrzów przegrywając dwumecz… z Paris Saint-Germain.
Paryżanie są w tym sezonie w bardzo dobrej formie, co ciężko zweryfikować wyłącznie na polu gry w Ligue 1, gdzie od lat stołeczny klub mocno odjeżdża pozostałym uczestnikom tego piłkarskiego peletonu. W Lidze Mistrzów pokazują jednak bardzo dobry futbol, z którym przyjdzie mierzyć się podopiecznym Emery’ego – nomen omen, byłego trenera PSG.
Dlaczego Villa królewska?
Wielkim fanem futbolu jest oczywiście Książe William, który jako prezes Angielskiego Związku Piłki Nożnej nie ma w sumie innego wyjścia, ale trzeba przyznać, że miło patrzy się na royalsa żywo kibicującego na piłkarskich trybunach. Z racji pełnienia funkcji mógłby oczywiście powściągnąć swoje klubowe sympatie, jednak nie od dziś wiadomo, że w jego sercu obok Księżnej Kate i dzieci ma miejsce właśnie Aston Villa.
Występowanie królewskich i książęcych głów na trybunach sportowych aren to także idealny sposób na promowanie siebie i podkreślenie tożsamościowego związku – w tym przypadku piłki nożnej – z polityką. Nigdy tak do końca nie było wiadomo, komu kibicowała królowa Elżbieta II, ale ludzie z jej otoczenia wymieniali najczęściej londyński Arsenal. I choć zapewne było to prawdą, to stało w sprzeczności z zakupem przez monarchinię 80 koszulek Cristiano Ronaldo, gdy ten wrócił do gry dla Manchesteru United – na jednej z nich chciała nawet autograf Portugalczyka.
Aston Villa z dobrym składem
Wracając do tu i teraz – aktualnie Aston Villa zajmuje w tabeli Premier League ósme miejsce, które nie gwarantuje gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Różnica punktów jest w tej części tabeli niewielka, dlatego szanse na pojawienie się w Lidze Europy lub Lidze Konferencji nie są jeszcze przekreślone. Z całym szacunkiem dla klubu z Birmingham, ale nie widzę szans na ich zwycięstwo w Champions League, dlatego uważam, że końcówka ligowego sezonu będzię dla The Villans bardzo intensywna, jeśli nadal chcą pokazywać się na europejskich arenach.
Z PSG będzie trudno i jeśli na prawej obronie Aston Villi w tym angielsko-francuskim dwumeczu wystąpi nasz Matty Cash, to niewątpliwie natrudzi się w pracy przy takich ofensywnych zawodnikach, jak Bradley Barcola, Osumane Dembele czy Khvicha Kvaratskhelia (trudniejsze może być tylko wypowiedzenie tego nazwiska prawidłowo). Szczególnie Francuzi są na tyle mobilni, że z powodzeniem mogą grać zarówno na obu flankach, jak i na szpicy.
Ale Aston Villa ma bardzo solidny skład. Ollie Watkins zdaje się być największą gwiazdą klubu, choć oczywiście to nazwiska Marcusa Rashforda czy Marco Asensio są zdecydowanie najbardziej medialne. Hiszpan może podrzucić jakieś smaczki z szatni rywala, bo poprzednie dwa sezony spędził na Parc des Princes, z kolei Rashford uwolnił się z toksycznego Manchesteru United i odżywa w nowych barwach, zresztą podobnie jak wielu innych ex-United, z Antonym w Betisie na czele.
I przy całej mojej niechęci wobec argentyńskiego bramkarza, Emiliano Martineza, życzę The Villians, aby zaskoczyli i awansowali do półfinału Ligi Mistrzów. Kibice lubią takie historie i nieoczywistych bohaterów. Youri Tielemans, Morgan Rogers, Amadou Onana, John McGinn, Pau Torres czy Tyrone Mings to naprawdę nie są zawodnicy z pierwszej łapanki. Przyjrzyjcie się im zanim wybiegną 9 kwietnia na murawę Parc des Princes w Paryżu.
Co dalej?
Przed nami (znowu…) przerwa reprezentacyjna i dopiero po niej Aston Villa rozegra kolejny mecz, 30 marca w ćwierćfinale Pucharu Anglii zmierzy się z drużyną Championship – Preston. Nie będzie to rywal na tyle wymagający (mimo dojścia do wysokiego szczebla pucharowych rozgrywek), aby mówić o kluczowym teście przed starciem z PSG, ale później rozegrane zostaną jeszcze dwa spotkania Premier League – z Brighton 2 kwietnia i z Nottingham 5 kwietnia, więc jak na wielki post to kalendarz Aston Villi zdaje się być bardzo tłusty.











Skomentuj