Co łączy Olympique Lyon, Villarreal, RB Lipsk i Atletico Madryt? Każda z tych drużyn w ostatnich sześciu latach doszła do półfinału Ligi Mistrzów w roli czarnego konia. W tym sezonie Los Colchoneros zmierzą się z Arsenalem, który w zeszłym roku na tym etapie musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain. Paryżanie od sezonu 2019/2020 dotarli do 1/2 finału LM już piąty raz, ale po raz pierwszy w roli obrońcy tytułu…
…i zawalczą o trofeum z Bayernem Monachium, który również należy do grona częstych bywalców tego poziomu rozgrywek. PSG wciąż jeszcze nie straciło swojego blasku z zeszłego roku i pewnym krokiem zmierza do finału Champions League. Ostatni pokonani to The Reds z czerwonej części Liverpoolu. Podopieczni Arne Slota muszą zmierzyć się nie tylko z echem dwóch przegranych do zera spotkań, ale także z utratą jednego z kluczowych zawodników – Hugo Ekitike zerwał ścięgno Achillesa i może pauzować nawet dziewięć miesięcy.
Bawarski duet: Olise i Kane w centrum uwagi Europy
Bayern Monachium ma z kolei duży powód do dumy, bo grający na pozycji pomocnika Michael Olise w dwumeczu przeciwko Realowi Madryt zachwycił cały piłkarski świat. W pierwszym spotkaniu zdobył asystę, a w drugim gola i statuetkę najlepszego piłkarza. W Niemczech już zaczęło się porównywanie Francuza do legendarnego Arjena Robbena i wszczęto także dyskusję o potencjalne 24-latka do zdobycia Złotej Piłki. Ale tu wysuwa się na prowadznie inny bawarski (choć angielski) zawodnik… Harry Kane.
Następca Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium ma już w tym sezonie na swoim koncie 50 bramek i nie ma takiej opcji, aby licznik zatrzymał się na tej liczbie. Nas, Polaków, najbardziej interesuje bilans bramkowy w Bundeslidze, bo przecież rekord należy wciąż do naszego reprezentanta. Kane musiałby strzelić jeszcze 11 goli (ma ich na razie 31) aby wyprzedzić Lewego w tej klasyfikacji. I wszystko jest jeszcze możliwe…
Dwie twarze Atletico Madryt
Ale wróćmy do Ligi Mistrzów. Teoretycznie Atletico Madryt ma najmniejsze szanse na wzniesienie uszatego trofeum, ale z drugiej strony jest najbardziej nieprzewidywalne i zdolne do wszystkiego. Potrafi przegrać ze słabym Vallecano w La Liga żeby potem wyeliminować Barcelonę z Pucharu Króla. Potrafi przegrać z jeszcze słabszą Sevillą w La Liga żeby potem wyeliminować Barcelonę z Ligi Mistrzów. (A może to Barcelona jest po prostu słaba?)
Dziś wieczorem Los Colchoneros zmierzą się w finale Copa del Rey z Realem Sociedad i być może sięgną po jeden z dwóch trofeów, które mają w tym sezonie w zasięgu ręki. Ciekawe, jak po sezonie potoczą się losy Cholo Simeone, który od jakiegoś czasu łączony jest już przecież z Interem Mediolan i którego nawet zagorzali kibice chcą się z Metropolitano pozbyć. Być może punkt widzenia zmieni się po tym, gdy uda mu się wstawić do gabloty Atletico trofeum. Albo dwa.
The Gunners i syndrom finiszu
Ale zanim wzniosą puchar Ligi Mistrzów muszą pokonać na swojej drodze londyński Arsenal. I szczerze? Taki scenariusz jest całkiem możliwy. The Gunners konsekwentnie od kilku lat potykają się o własne nogi na finiszu sezonu w Premier League, a do półfinału Champions League wlekli się w ślimaczym tempie – w dwumeczu ze Sportingiem zdobyli tylko jednego gola i to w doliczonym czasie gry pierwszego spotkania.
Ta zadyszka Arsenalu może odbić się czkawką, bo Atletico potrafi być nieobliczalne a Mikel Arteta, który próbuje zdjąć z siebie klątwę drugiego miejsca w PL, może poświęcić Ligę Mistrzów dla triumfu na ligowym podwórku. Taki obrót sprawy wydaje się abstrakcyjny, ale nie niemożliwy, i zrozumie to każdy, kto zna stosunek angielskich klubów do ligowego pucharu. W dwóch ostatnich sezonach Arsenal na własne życzenie zajął drugie miejsce a cierpliwość kibiców na Emirates Stadium powoli się kończy.
6 maja poznamy już ostatniego finalistę tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, czyli najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich w Europie. Moje serce rozdarte jest pomiędzy Arsenalem a Atletico, ale przynajmniej nie będę miała wątpliwości, komu kibicować 30 maja w finale na Puskas Arenie w Budapeszcie.










Skomentuj