Znowu w meczu im nie poszło

Czy warto dawać im jeszcze szanse? Warto kibicować i mieć nadzieję? Warto wierzyć w budowę i proces? Ile takich felietonów musi jeszcze powstać, abyśmy w końcu mogli zmienić nastawienie i chwalić tę drużynę, a nie ganić za ich brak zaangażowania w grę? Gdyby nie zdjęcie z orzełkiem pomyślelibyście pewnie, że piszę o Chelsea. Tym razem jednak znowu ponarzekamy sobie na reprezentację Polski.

Polska bramką stała

Przez lata naszą prawdziwą dumą byli bramkarze, ale najlepszy z najlepszych, Wojciech Szczęsny, nagle zakończył karierę i zostawił nas z nowym narybkiem, w którym w sumie pokładaliśmy w cale nie najgorsze nadzieje. Bartłomiej Drągowski (Panathinaikos), Łukasz Skorupski (Bologna), Marcin Bułka (OGC Nice), Kamil Grabara (VfL Wolfsburg) – podstawowi goalkeeperzy, grający w znanych klubach. Wielcy następcy?

Z całego grona najlepszym jest zdecydowanie Kamil Grabara, jeśli wierzyć jego słowom. Według byłego gracza FC Kopenhagi to właśnie on powinien bronić z jedynką na plecach, a cała reszta to leszcze, którzy mogą ewentualnie oglądać go z ławki rezerwowych (no, tę drugą część dopowiedziałam sama, ale taki mniej więcej jest kontekst jego przekonania o byciu najlepszym).  I właśnie dlatego 25-latek w kadrze na Ligę Narodów UEFA nie znalazł się w ogóle, bo selekcjoner, Michał Probierz, nie przewidział w składzie miejsca na jego przerośnięte ego.

Marcin Bułka w lidze spisywał się dobrze, ale w czwartkowym meczu Polski ze Szkocją miałam wrażenie, jakby przedawkował Valused i poruszał się między słupkami w zwolnionym tempie. Cud, że tylko dwa gole stracone! Podejrzewam, że gdyby bronił we wczorajszym starciu z Chorwacją, przegralibyśmy co najmniej 3:0. A tak, z Łukaszem Skorupskim, skończyliśmy mecz wynikiem 1:0 i znowu, jak na kibiców reprezentacji Polski przystało, cieszymy się z niskiej przegranej, a nie z wygranej.

Skorupski zagrał poprawnie, przy rzucie wolnym Luki Modricia miał małe szanse na obronę, to był klasowy strzał najlepszego pomocnika na świecie, więc nikt psów na Skorupie wieszać nie będzie, ale nie przekonał nas na tyle, aby móc porównywać go do Szczęsnego, czy Fabiańskiego. Przynajmniej nie przez pryzmat gry w reprezentacji. Czy w październikowym meczu przeciwko Portugalii zagra Bartłomiej Drągowski? Takie możemy mieć przypuszczenia, bo Michał Probierz zapowiadał, że w każdym spotkaniu będzie bronił inny bramkarz. Ktokolwiek nie stanie między słupkami, będzie miał bardzo trudne zadanie.

Stary orzeł i nie może

Robert Lewandowski jeszcze w kadrze jest, choć oglądając wczorajszy mecz wcale go nie widziałam. Okej, miał jedną dobrą akcję i poprzeczkę, ale to za mało, żeby znowu tłumaczyć go tym, że w klubie jest w topowej formie i to tylko od kolegów z drużyny zależy, czy dobrze rozegrają mu akcję, czy nie. On psuł podania. Nie robił błędów w pierwszej połowie, a to tylko dlatego, że do 17. minuty nie miał piłki przy nodze. W polu karnym rywala z piłką w pierwszej połowie w ogóle nie był.

Być może zaraz usłyszę komentarze, że on ma już przecież swoje lata, że tyle zrobił dla reprezentacji… okej, wszystko to wiem. Ale skoro znamy Lewego, zdajemy sobie sprawę z tego, jaki ma pesel i że potrzebuje wrzutek w pole karne żeby dostawić nogę lub głowę i zdobyć gola, to skoro nie mamy zawodników, którzy potrafią mu tak piłkę wystawić, to może trzeba zmienić taktykę i grać z przodu dwoma napastnikami, którzy mają siłę biegać i cofać się do pomocy?

Bo o tym, że w pomocy nie potrafimy skonstruować sensownej akcji i pójść do przodu wiemy wszyscy od dawna. To może w takim razie zamiast liczyć na to, że w końcu uda się nam naprawić skuteczność w środku pola, należałoby zastanowić się nad wsparciem tej formacji angażując bardziej dwóch napastników? Niestety, taki mamy kraj, taki mamy klimat, że trzeba kombinować, skoro oczywiste metody i próby naprawy tego, co nie działa, również nie działają.

Marsz, marsz, Zalewski

Po raz kolejny pochwały możemy skierować tylko do Nicoli Zalewskiego. On gra, jakby był z innej reprezentacji, kompletnie nie pasuje do tego, co prezentują jego koledzy. Zresztą, oba mecze wrześniowego zgrupowania, szczególnie to pierwsze przeciwko Szkocji, w którym wywalczył dwa rzuty karne i jednego z nich sam zamienił na gola, zwróciły uwagę zagranicznych klubów, w tym między innymi tureckiego Galatasaray. Ostatnio w Romie nie wychodzi w podstawowym składzie, więc jeśli nic się w tej kwestii nie zmieni, Polak prawdopodobnie zacznie rozglądać się za innym klubem (kontrakt z Giallorossimi wygasa w czerwcu 2025 roku).

Bez względu na to, czy według trenera, Daniele De Rossi’ego, Roma potrzebuje w swoim składzie Zalewskiego, czy nie, w naszej kadrze potrzebujemy przynajmniej dziesięciu takich Zalewskich. Odważnych, zwinnych, myślących – już nie wymagajmy od wszystkich jego finezji i lekkości, bo może z tym się trzeba urodzić, ale odwaga, szybkość i umiejętność obserwowania gry to podstawowe cechy dobrego piłkarza. Więcej takich, a wstąpi w nas, kibiców, nadzieja!

Jak nie orły, to może orlęta?

Powoli nasza kadra zaczyna być odświeżana, orły odlatują, a w reprezentacyjnym gnieździe wiją się pisklaki, które zaczynają debiutować na międzynarodowych boiskach w kadrze. Początku swojej przygody z orzełkiem na klacie nie zaliczy do udanych Mateusz Bogusz, który, fakt, miał bardzo trudne zadanie grać przeciwko Josko Gvardiolowi, ale nie spodziewałam się, że będzie to występ aż tak słaby. Skoro Probierz zdecydował się wystawić go w pierwszej jedenastce, można było odnieść wrażenie, że do gry w pierwszej jedenastce się nadaje. Nic bardziej mylnego.

Kolejny z młodych zawodników, Jakub Kamiński, wrócił do kadry po jedenastu miesiącach przerwy i wcale nie zabłysnął, choć przed zgrupowaniem reklamował się jako następca Jakuba Błaszczykowskiego. Zawodnik VfL Wolfsburg marzy o założeniu, tak jak jego imiennik, opaski kapitana reprezentacji Polski i ja mu spełnienia tego marzenia jak najbardziej życzę, bo jeśli kiedyś do tego dojdzie, to znaczy, że Kamiński zacznie świetnie grać (chyba że tak jak w Chelsea, opaskę zakładać będzie ten, kto ma do niej najbliżej).

Czy my mamy w takim razie kogoś, w kim możemy pokładać nadzieje na przyszłe sukcesy? Może Sebastian Walukiewicz? Z jednej strony obrońca dość aktywny i potrafiący podłączyć się do akcji ofensywnej, ale z drugiej strony zbyt chaotyczny i, no cóż, bezmyślny, który zdolny jest do bezsensownych fauli – w końcu to po jego nieprzepisowej interwencji padła bramka ustanawiająca wynik spotkania z Chorwacją. Może jak się trochę opierzy, nabierze ogłady i doświadczenia, wówczas będzie z niego więcej pożytku, niż szkód. Jemu również tego życzę.

A może trzeba do całej tej piłki nożnej podejść bardziej filozoficznie? Może po prostu jaki kraj, taka reprezentacja? Kraj wciąż pełen podziałów, hejtu, zaściankowości ma takich przedstawicieli, na jakich zasługuje? Do kilku razy sztuka – poczekajmy na październikowe mecze z Portugalią i Chorwacją, a potem znowu będziemy wyciągać wnioski, zmieniać lub nie zmieniać trenera, szukać winnych dotychczasowych niepowodzeń, zaczniemy analizować możliwości i przyszłość naszych orłów. O ile jeszcze będziemy mieć na to siły.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect