Jorge Luiz Frello Filho. Zwycięzca tegorocznej Ligi Mistrzów, finalista Euro 2020. Kluczowy zawodnik środka pola zarówno w Chelsea, jak i w reprezentacji, podstawowy egzekutor rzutów karnych (trafione 24/28 w karierze klubowej, 6/6 w reprezentacyjnej). Zdobywca gola na wagę awansu w półfinałowym starciu z La Roja, zawodnik z niemal stuprocentową skutecznością podań. Poznajmy bliżej Jorginho.
Gdyby jako nastolatek zdecydował się na powrót do rodzinnego, brazylijskiego domu, być może byłby dzisiaj finalistą wielkiej imprezy, ale nie Euro, a Copa America, w której mierzyć się będzie broniąca tytułu Brazylia (mecz finałowy z Argentyną 11 lipca na brazylijskiej Maracanie). Pochodzący z 45-tysięcznego miasta Imbituba młody Jorge, na którego już w młodości wołano Jorginho, był jednym z wielu brazylijskich chłopców, kopiących od świtu do zmierzchu piłkę i marzących o byciu w przyszłości drugim Ronaldo czy Pele. Rodzice Jorginho od najmłodszych lat wspierali syna, aczkolwiek każde z nich w zupełnie inny sposób. Tata, były bramkarz, przygotowywał go do wejścia w świat wielkiego futbolu mentalnie, natomiast mama, jako zdolna (o wiele bardziej od ojca) piłkarka, była pierwszą trenerką swojego jedynego syna (Jorginho ma jeszcze starszą siostrę).
Początki jego juniorskiej kariery były trudne, jak zresztą wielu zawodników, którzy w dorosłym życiu pławią się w luksusie a ich plakaty wiszą w co drugim pokoju młodych fanów futbolu. Romelu Lukaku, zanim w wieku 16 lat podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt z Anderlechtem, dzielił tę samą parę butów z ojcem, również piłkarzem, występującym w przeszłości dla reprezentacji Zairu. Cristiano Ronaldo wychowywał się w ubogiej rodzinie, mieszkał w domu komunalnym, a jego ojciec nie stronił od alkoholu, na co wraz z młodym Cristiano musiały patrzeć także jego dwie starsze siostry i brat. W przypadku Jorginho kluczową rolę odegrał jego wyjazd do Włoch, do akademii w Veronie, gdzie jako szesnastolatek bez dobrej znajomości języka i bez pieniędzy zmuszony został do zamieszkania… w klasztorze. Było to jednak i tak podwyższenie dotychczasowego standardu, gdyż jego brazylijska przygoda ze szkółką w Brusque wiązała się z przerażającym brudem, brakiem dostępu do ciepłej wody, nędznym, nieurozmaiconym jedzeniem i ogólną biedą. Okoliczności, w których musieli trenować nastolatkowie, były uwłaczające i odrażające. Matka Jorginho, widząc warunki panujące w akademii, natychmiast zabrała stamtąd syna. Jego pragnienie bycia zawodowym piłkarzem wciąż było ogromne i jedyną na tamtą chwilę szansą dla młodego Jorge’a był wyjazd do Włoch, który stał się możliwy po telefonie dyrektora sportowego Verony Riccardo Prisciantellego.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie problemy z zarejestrowaniem Jorginho jako zawodnika Verony. Wiele można opowiadać o perypetiach administracyjno-kontraktowych związanych z początkowym okresem jego pobytu w Italii, wiele o wylanych łzach, rozterkach, chęci powrotu i tęsknocie za rodzinnym domem, niemniej za każdym razem górę brała ambicja i chęć dążenia do postawionego sobie już w najmłodszych latach celu. Ta silna determinacja doprowadziła Jorginho do składu Verony najpierw w kadrze juniorskiej, a następnie – z uwzględnieniem rocznego wypożyczenia do Sambonifacese – seniorskiej.
Kluczowym momentem w tym okresie było dla Jorginho pierwsze spotkanie z trenerem Maurizio Sarrim, który oczarowany jego umiejętnościami ściągnął go najpierw do SSC Napoli, a po czterech latach ostatecznie również do Chelsea, w której zaczęli pracę tego samego dnia – 14 lipca 2018 roku. Z tą różnicą, że impulsywny i temperamentny szkoleniowiec swoją przygodę z londyńskim klubem zdążył już zakończyć, z kolei Jorginho w Chelsea rozkwita i z roku na rok staje się coraz ważniejszym zawodnikiem – szczególnie odkąd wodze po Franku Lampardzie przejął Thomas Tuchel. To Jorginho przywdziewa opaskę kapitana, gdy na boisku nie ma Cesara Azpiliquety. To Jorginho jest dzisiaj podstawowym box-to-box w składzie The Blues. I wszystko wskazuje na to, że również w reprezentacji.
Lorenzo Insignie nazywa Jorginho Profesorem. To on kreuje grę w środku pola reprezentacji Italii i dyryguje zespołem, to z nim „wszystko jest prostsze”, jak mówi Marco Veratti. Selekcjoner Roberto Mancini chwalił Jorginho już na początku swojej trenerskiej przygody z Azzurri. Otwarcie doceniał jego obycie w Premier League – najsilniejszej lidze świata – podkreślając jego umiejętność dotrzymywania tempa, do którego przyzwyczaiły nas wyspiarskie zespoły. Były angielski piłkarz, Chris Sutton, idzie w swoich poglądach jeszcze dalej i twierdzi, że Jorginho to poważny kandydat do Złotej Piłki 2021. Po szybkim odpadnięciu Francji z turnieju Euro 2020 zmalały szanse N’golo Kante, klubowego kolegi Jorginho, którym świat zachwycał się podczas tegorocznej Ligi Mistrzów typując go do sięgnięcia po Ballon d’Or. 80% ziemi pokrywa woda, resztę N’golo Kante – takie nagłówki mogliśmy czytać po dwumeczu z Realem Madryt. Kolejny aspirant do najważniejszej futbolowej nagrody, Robert Lewandowski, również nie osiągnął zbyt wiele na Euro – trzy bramki strzelone w meczach fazy grupowej, w której reprezentacja Polski zajęła ostatnie miejsce w grupie. Do oceny ogólnej kandydata do Złotej Piłki brane są osiągnięcia we wszystkich ważnych rozgrywkach, również reprezentacyjnych, tak więc znakomita forma i rekordy Polaka w Bundeslidze mogą nie wystarczyć. Podobnie w przypadku Jorginho – puchar Ligi Mistrzów i ewentualne zwycięstwo w finale Euro może okazać się niewystarczające, jeśli w ostatnim meczu Copa America rozszaleje się Leo Messi. Niemniej, nie umniejszając Argentyńczykowi, który i tak udowodnił już, że jest prawdopodobnie najlepszym piłkarzem w historii futbolu, The Golden Ball mogłaby powędrować w tym roku do Włocha. Miejsce w top 4 w Premier League, finał FA Cup i wygrana w Champions League to trochę więcej, niż Puchar Króla Hiszpanii i trzecie miejsce w La Liga Barcelony. Gdyby jednak wziąć pod uwagę strzelone bramki i asysty… Być może rok 2021 okaże się preludium do dalszych sukcesów Chelsea i Italii w roku kolejnym, gdzie czekają Jorginho batalia o obronienie tytułu najlepszej drużyny klubowej w Europie oraz Mundial, na którym może ugruntować swoją pozycję w rankingu France Football i wówczas zawalczyć o tę najważniejszą indywidualną nagrodę – ma ku temu poważne atuty.
Inteligencja taktyczna, zmysł pozycyjny, świadoma umiejętność czytania gry, wywieranie presji na rywalu… to tylko niektóre z licznych zalet Jorginho. Zawodnika, będącego zawsze w cieniu innych, wielkich nazwisk – zarówno w klubie (Kante, Mount), jak i w reprezentacji (Veratti, Barella). Czy w końcu nastał czas Jorginho-lidera? Jorginho, od którego trenerzy będą zaczynać budowanie składów na każdy mecz? Trzydziestolatek jest w rozkwicie – szybki, waleczny, istny kreator na swojej pozycji, w każde spotkanie wkłada wszystkie siły i serce. Serce podwójnie niebieskie. Japoński pisarz Haruki Murakami powiedział niegdyś: Kiedy nie mam już niebieskiego, noszę czerwony. W przypadku Jorginho nie zanosi się, aby zmienił barwy. Nie chcieliby tego jego trenerzy, nie chcieliby tego jego klubowi koledzy, jego fani, nie chciałby tego sam Jorge.
Photo source: juvepoland.com.











Skomentuj