Nie tak miał się zacząć ten rok. W ostatnich siedmiu kolejkach Premier League Chelsea zdobyła tylko 7 punktów na 21 możliwych, dlatego zarząd Chelsea zadecydował o zwolnieniu Enzo Mareski. I choć napięcia na linii trener-właściciel były wyczuwalne już dłużej, to zrezygnowanie z udziału w konferencji po meczu przeciwko Bournemouth dało jasny sygnał dla kibiców – to koniec współpracy. Weszliśmy więc w 2026 rok bez trenera.
Nowy rok – stary problem: znowu szybko zwalniamy trenera
Trenera, który w ciągu 18 miesięcy na Stamford Bridge zdobył trofea Klubowych Mistrzostw Świata i Ligi Konferencji. Dla porównania prowadzący od 20 grudnia 2019 roku Arsenal Mikel Arteta zdobył w czasie swojej sześcioletniej kadencji Puchar Anglii i dwie Tarcze Wspólnoty (ostatnią w 2023 roku) a kibice krzyczą, żeby dać mu dożywotni kontrakt. W Londynie kibice nie mają jednak zbyt wiele do powiedzenia, bo niebieskim królestwem zarządza amerykańskie konsorcjum, a mówiąc „amerykańskie” mam na myśli nie tylko narodowość członków zarządu, ale także sposób administrowania drużyny.
Internet żartuje, że Tedd Boehly, nie mając pojęcia o piłce nożnej, zacznie zaraz wysyłać swoich skautów na mecze NFL, żeby ściągnęli na Stamford Bridge jakiegoś dobrego rozgrywającego (ang. quarterback). Żarty żartami, ale jak to mówią – był czas przywyknąć. Styl zarządzania Boehly’ego od samego początku jest jasny i nastawiony na zysk. Nie ma co się oszukiwać, decyzje podejmują tabelki i statystyki, a nie głos ludu i sportowe osiągnięcia Jose Mourinho czy Zinedine Zidane’a. Kto więc zasiądzie za sterami niebieskiego statku?
Nostalgiczne (i platoniczne) powroty na Stamford Bridge
Od początku roku zdążyło już paść kilkanaście nazwisk. The Special One jest oczywiście utopijnym wyborem wszystkich kibiców The Blues, bez względu na to, czy w ostatnim czasie osiągał sukcesy, czy nie. Miłość jest irracjonalna a my kochamy Mourinho. Dlatego zawsze będziemy cieszyć się z powrotu Mou na Stamford Bridge, a jeśli nic nie osiągnie, to dalej będziemy po prostu z nostalgią wspominać jego sukcesy sprzed 20 lat. I zaczniemy szukać nowego trenera. Nihil novi.
Ja bym jednak tak najbardziej, najbardziej naciskała na Roberto Di Matteo. Wizualizuję sobie jego powrót już od czasu zwolnienia Thomasa Tuchela, który zresztą domyka z wyżej wymienionymi moją świętą trójcę topowych coachów The Blues. To Di Matteo stał na czele Chelsea (tj. przy linii bocznej boiska) w pamiętnym finale Ligi Mistrzów w 2012 roku. Jako zawodnik kończył zresztą swoją karierę właśnie na Stamford Bridge w okresie, gdy do zachodniego Londynu zaczęli przychodzić także Gianluca Vialli, Marcus Desailly, Gianfranco Zola, Frank Leboeuf… jak tu nie czuć nostalgii!
Medialna karuzela nazwisk kontra korporacyjny trop Roseniora
W przestrzeni medialnej padają jednak zupełnie inne nazwiska jako potencjalnego następcy Enzo Mareski. Xavi – oby nie, bo legendy Barcelony nie chcieli już nawet… w Barcelonie. Zinedine Zidane – pomysł równie nieprawdopodobny, jak przejście Luisa Figo z Barcy do Realu Madryt (choć jak historia pokazała – nie nierealny). Graham Potter – nawet nie skomentuję. Thiago Motta – po zwolnieniu w Juventusie pozostaje bez klubu, ale szukanie zatrudnienia w lidze angielskiej byłoby rzuceniem się na bardzo głęboką wodę. Oliver Glasner – trener Crystal Palace, który z końcem sezonu ma pożegnać się z Orłami zostawiając w ich gablocie dwa puchary (to naprawdę nie lada sukces, dlatego nikogo nie dziwi, że Austriak chce rozwijać się dalej w większym klubie).
Obecnie, na godziny przed oficjalnym komunikatem Chelsea, najpewniejszym typem do objęcia posady w Londynie jest Liam Rosenior. Szkoleniowiec francuskiego Strasbourga nie jest kandydatem przypadkowym z dwóch powodów. Po pierwsze, całkiem dobrze spisał się w swoim pierwszym roku na Stade de la Meinau, po drugie prowadzony przez niego klub należy do BlueCo, spółki będącej właścicielem Chelsea. Pozostaje jeszcze pytanie, czy ten wybór byłby – choć w kontekście Chelsea zabrzmi to dość groteskowo – opcją długofalową, czy raczej tymczasową, tak aby dograć do końca obecny sezon i przejąć latem na przykład Glasnera?
Czy Chelsea pomoże Manchesterowi City?
Właściwie, to pytań pozostaje jeszcze więcej, chociażby o losy Enzo Mareski. Dla kibiców Chelsea najgorszym możliwym scenariuszem byłoby przejście Włocha do Manchesteru City, gdzie przecież asystował już Pepowi Guardioli. Hiszpan zapowiadał, że obecny sezon będzie jego ostatnim na Etihad Stadium, więc zatrudnienie wyszkolonego przez niego Padawana byłoby rozsądne i, kto wie, być może znowu zaprowadziłoby Obywateli na szczyt Premier League. Wtedy wszyscy w lidze byliby „wdzięczni” Chelsea…










Odpowiedz na Atletico fan Anuluj pisanie odpowiedzi