RECENZJA: „Piłka Kanonierów”

Takiej książki jeszcze nie czytaliście. Na pewno. Wiele piłkarskich historii zostało już napisanych, ale żadnej z nich nie opowiadała… piłka. Narratorką wydanej pod szyldem Wydawnictwa Novae Res „Piłki Kanonierów” Michała Suligi, jest mająca 70 centymetrów w obwodzie i ważąca ponad 400 gramów skórzana futbolówka, która spędziła z The Gunners 10 burzliwych lat.

Gdy narratorką staje się piłka

Naprawdę urzekła mnie ta perspektywa. Z reguły narratorzy piłkarskich książek to wybitni eksperci, którzy nie zasłaniają się żadnym alter ego. Tu historie opowiada futbolówka, co stanowi przyjemną odskocznię od typowych książek sportowych. Z założenia jest to pozycja przypisana do kategorii młodzieżowej, ale uważam, że ani górna, ani dolna granica wieku nie ma tu zastosowania. Po tę książkę może sięgnąć każdy kibic, nie tylko Arsenalu.

Do czego się przyczepić?

Zasadniczo do recenzowanych dzieł literatury lubię się zawsze przyczepić. Znaleźć coś, co nie do końca mi się podoba, żeby nie było aż tak cukierkowo. Tu pierwsza połowa – a zaznaczmy, że jest to pozycja niezbyt obszerna, ma raptem 140 stron – wydała mi się trochę chaotyczna. Nie wiedziałam, jakim kluczem w wyborze poszczególnych historii posługuje się autor – na pewno nie był to chronologiczny przegląd kanonierskich wydarzeń.

Zrozumiałam jednak tę koncepcję, gdy spojrzałam na spis treści na końcu i rzeczywiście wszystko nabrało sensu. Najbardziej spodobało mi się zestawienie ulubionych piłkarzy i ich pamiętnych akcji z perspektywy Hannah (jeszcze nie wspominałam, że tak ma na imię narratorka, prawda?), a także oddzielne rozdziały poświęcone największym rywalom Arsenalu.

Historia Arsenalu sprzed Emirates Stadium

Hannah cały czas oprowadza nas po Emirates Stadium, a z uwagi na to, że opisywana książka nie jest gruba, to ta specyficzna i oryginalna narracja nie jest w stanie nam się znudzić. Książkę Michała Suligi czyta się bardzo przyjemnie i szybko, zwłaszcza, gdy jest się kibicem Premier League. W drugoplanowych rolach występują tu Olivier Giroud, Thomas Rosicky, Thierry Henry, a nawet Tony Addams, o którym Hannah wspomina przy okazji zagłębiania się w historię zwycięskiego sezonu 1997/1998.

Jest tu także hołd dla Highbury, dawnego stadionu Arsenalu, na którym ostatni mecz Kanonierzy rozegrali 7 maja 2006 roku. The Gunners wygrali z Wigan Athletic 4:2 a jeden z trzech goli strzelonych przez Henry’ego zapisał się na kartach historii jako ostatni na tym obiekcie. Dziś Arsenal gra oczywiście na wybudowanym niewiele dalej imponującym Emirates Stadium, a Highbury zostało przekształcone w osiedle mieszkaniowe.

Spojrzenie z innej perspektywy

Główna oś czasu, po której porusza się Hannah, to lata 2008-2018. Autor funduje nam dokładny przegląd pola, opisuje pamiętne akcje bramkowe, rozprowadzanie futbolówki po murawie, twarde uderzenia i trzepot siatki – wszystko z perspektywy piłki, która widzi czasem więcej, niż sami zawodnicy. Widzi i czuje, bo często piłkarze w porywie emocji potrafią wyładowywać na niej swoje frustracje.

„Nie wiem, dlaczego piłkarze po utracie bramki wyżywają się na Bogu ducha winnych piłkach. W rankingu winowajców plasujemy się przecież na samym końcu.” Niby z przymrużeniem oka, ale faktycznie to spostrzeżenie porusza temat wagi piłki w meczu. W tym wygranym, nikt na futbolówkę nie narzeka i nie zwraca na nią uwagi. Kojarzymy za to sceny z boisk, gdy przegrani zawodnicy kopią ją w reklamowe bandy albo wykopują ze złością w trybuny, gdzie często ginie bezpowrotnie, bo kibice chowają ją i czczą potem w domach jak najbardziej wartościowe trofeum.

Sylwetki najlepszych Kanonierów

Na koniec autor funduje nam przegląd całego pola, a dokładniej zawodników, których na danej pozycji nasza narratorka lubiła najbardziej. Oczywiście największą sympatią, co do zasady, darzyła tych, którzy nie wykopywali jej w trybuny, ale starali się utrzymać w liniach boiska. Mamy więc przybliżone sylwetki obrońców, pomocników i napastników (nie zdradzę, których!) i ich pamiętne chwile na Emirates Stadium.

Każdy kibic Arsenalu z przyjemnością odświeży sobie te kluczowe momenty, zwłaszcza że opisane zostały w bardzo przystępny i przyjemny dla czytelniczego oka sposób. Który fan Kanonierów nie chciałby jeszcze raz przeczytać rozdziału o trofeach lub Wengerball? Arsene Wenger również należał do ulubieńców Hannah, nie tylko ze względu na to, że był wybitnym trenerem, ale także dlatego, że w porywie złości kopał z impetem butelki z wodą, a nie piłki… Ale czy ja już przypadkiem nie zdradzam zbyt wiele?

Zachęcam do sięgnięcia po „Piłkę Kanonierów” i sprezentowania jej sobie lub komuś, kto kocha piłkę nożną. Jest to idealna pozycja również dla tych, którzy do tej pory nie byli fanami czytania. Myślę, że od tej pozycji wszystko może się zacząć – również miłość do pochłaniania książek z takim samym zainteresowaniem, jak do oglądania meczów w weekendowe popołudnia.

4 odpowiedzi na “RECENZJA: „Piłka Kanonierów””

  1. Awatar Atletico fan
    Atletico fan

    Pomysł aby piłka była narratorką bardzo mi sie spodobał:-).Recenzja również zachęca do przeczytania jej dlatego z chęcią kupię tę książkę 👍😁

    Polubione przez 1 osoba

  2. Awatar amyfootballlover

    Cieszę się, że recenzja zachęciła do zakupu! 😊⚽️

    Polubienie

  3. Awatar L.F.C.
    L.F.C.

    Po takiej recenzji,pewnie w mig książka zniknie z półek 😀 👍

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar amyfootballlover

      Taki był plan! 😄

      Polubienie

Odpowiedz na Atletico fan Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect