Dziś rzucimy jedno oko na Maroko, a drugie na Anglię. Trzecie, bo przecież mamy trzecie oko, prawda?, rzucimy na wczorajszy mecz reprezentacji Polski z Chorwatami. Oj, działo się. To był niezapomniany wtorek dla Thomasa Tuchela, gdyż oficjalnie został zatrudniony na stanowisku trenera reprezentacji Anglii, i wart zapomnienia dla Czesława Michniewicza, który z posadą trenera FAR Rabat musiał się pożegnać. Zacznijmy jednak od emocji na Stadionie Narodowym, bo remisu 3:3 chyba nikt się nie spodziewał.
Polska – Chorwacja: podział punktów
Jeden punkt dla Polski, jeden dla Chorwacji… i jeden dla Pawła Dawidowicza za wczorajszy występ. Komentarze w Internecie są zbyt mocne, aby je przytaczać, ale na pewno nie był to dobry mecz w wykonaniu naszego obrońcy. Wbrew pozorom pochwalić możemy za to Marcina Bułkę, który mimo wpuszczenia trzech goli, dobrze spisywał się w bramce – patrząc przez pryzmat akcji, jakie kreowali sobie Chorwaci, mogliśmy to spotkanie wysoko przegrać.
Zaczęło się przyjemnie, od gola Piotra Zielińskiego już w 5. minucie spotkania, ale to, co zrobili rywale między 19. a 26. minutą możemy nazwać piłkarskim pogromem – z 1:0 zrobiło się 1:3. To naprawdę niepodobne do naszej reprezentacji, że jednak udało jej się podnieść z kolan po tych trzech strzałach i doprowadzić do wyrównania. Najpierw Nicola Zalewski władował piłkę do szatni, a potem, w drugiej połowie, po asyście Roberta Lewandowskiego, wynik wyrównał Sebastian Szymański.
Dużo strachu, mało nadziei
Prawdziwego strachu najedliśmy się w 76. minucie, gdy brutalnym faulem zaskoczył wszystkich Dominik Livakovic, bramkarz Chorwacji. Daleko poza polem karnym wjechał nogami w naszego kapitana, za co sędzia bez wahania pokazał mu czerwony kartonik. Po meczu Lewy lekko kuśtykał, a jego mina tuż po zderzeniu zdradzała duży ból – oby na siniaku się skończyło. No i szkoda, że w końcówce nie udało nam się wykorzystać przewagi liczebnej i nie pokusiliśmy się na czwartego gola, ale strzelam, że przed meczem każdy polski kibic brałby ten wynik w ciemno.
Po czterech meczach w Lidze Narodów UEFA wypadamy bardzo słabo. Nasza grupa nie należy do najłatwiejszych, ale to żadna dla nas reguła, my dość śmiało przegrywamy z teoretycznie słabymi drużynami, dlatego początkowo pokładaliśmy w naszej reprezentacji równie śmiałe nadzieje, że może jednak pourywamy punkty tym mocniejszym rywalom. Udało nam się to dopiero teraz, mając w głowie wciąż dwie nieprzyjemne porażki z Portugalią i z Chorwacją. Za nami tylko Szkocja, która po czterech meczach ma jeden punkt, i z którą nawet my potrafiliśmy wygrać. Rewanż za miesiąc.
Goodbye, Mr. Michniewicz
Trzy miesiące – tyle trwała egzotyczna przygoda Czesława Michniewicza w roli trenera FAR Rabat, drużyny, która w Botola Pro, marokańskiej najwyższej lidze piłkarskiej, zajmuje obecnie czwarte miejsce. Nie najgorzej, prawda? Pięć meczów i osiem punktów, dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka. Dlaczego zatem Polak otrzymał wypowiedzenie? Dla władz klubu to za mało.
Od sezonu 2020/2021 stołeczna drużyna cały czas kończy rozgrywki w pierwszej trójce, a na czwarte miejsce, mimo iż mamy dopiero początek ligowych zmagań, nie mogą sobie pozwalać. Do tego dwie z rzędu porażki w Excellence Cup, krajowym pucharze ligi i tyle wystarczyło, aby Czesiowi podziękować za 94 dni pracy.
Praca, która trwała tyle, co wakacje
Krótka ta przygoda, ale byli tacy, co pracę w FAR Rabat kończyli jeszcze wcześniej. Hussein Ammouta prowadził klub przez 30 dni w 2023 roku, bezpośrednio przed nim Mohammed Aziz Samadi trenował zawodników przez 36 dni, a rekordzistą jest Mouhcine Bouhlal – tylko 10 dni na stanowisku trenera. I trochę by to Czesia pokrzepiło, gdyby nie fakt, że wymienieni pełnili tę funkcję tymczasowo, a nie jako trenerzy zakontraktowani w celu osiągania wyników. Na tym tle Michniewicz wypada słabo…
Nie była to jednak pierwsza egzotyczna przygoda byłego selekcjonera reprezentacji Polski. Nie, nie chodzi mi o to, że egzotyczny był jego epizod w naszych narodowych barwach, ale przecież bezpośrednio przed Rabatem prowadził saudyjski Abha Club i co ciekawe, tam również wytrzymał (czy raczej: wytrzymali z nim za sterami) tylko dziewięć meczów. W obu przypadkach właścicielom klubów nie podobał się styl, w jakim Michniewicz prowadzi swoje drużyny. A to tylko pokazuje, jak słabe pojęcie mają osoby odpowiedzialne za ściąganie trenerów. Wyszukana tiki taka? To nie ten adres.
Welcome, Mr. Tuchel!
Thomas Tuchel wraca na Wyspy! Kto by się spodziewał, że to on zastąpi niechcianego już od dłuższego czasu Garetha Southgate’a na stanowisku trenera reprezentacji Anglii? Jego kandydatura była rozważana już kilka tygodni temu, ale nie dalej jak w poniedziałek przez media społecznościowe Fabrizio Romano przeleciała informacja o zainteresowaniu Football Assotiation (FA) Pepem Guardiolą, który zapowiedział już swoje rozstanie z Manchesterem City z końcem obecnego sezonu. W porę wszelkie wątpliwości zostały rozwiane i przy nazwisku Tuchela padło słynne here we go!
Z jednej strony cieszę się, że Tuchel będzie trenował Anglików, z drugiej kłuje to trochę mój pogląd, iż selekcjonerzy powinni mieć obywatelstwo kraju, który prowadzą. No bo co to za reprezentacja Anglii z Niemcem na czele? Zdaję sobie sprawę, że nie tylko w piłce nożnej obywatelstwo nie jest wymagane, ale trochę szkoda, bo skoro, mówiąc podwórkowo, farbujemy lisy na murawie, to dlaczego trenerzy mogą być zagraniczni?
Tuchela pamiętniki z Londynu
Thomas Tuchel ma na pewno słodko-gorzkie wspomnienia z pobytu w Londynie. Zaprowadził Chelsea na kilka szczytów zdobywając Ligę Mistrzów, Klubowe Mistrzostwa Świata i Superpuchar UEFA, po czym został z niej bez skrupułów wykopany, gdy na Stamford Bridge zaczął rządzić Todd Boehly ze świtą. Dla Niemca będzie to debiut na poziomie reprezentacyjnym, a oczekiwania są spore, bo Anglia, dwukrotny (przegrany) finalista Mistrzostw Europy, ma mocno podsycone pragnienie sięgnięcia po puchar świata lub kontynentu.
Wydaje mi się, że to całkiem dobry wybór – Tuchel w roli trenera klubowego to zbyt ciężki temat, jego wybuchowy temperament, pracoholizm i mania kontrolowania na co dzień mogą mocno przytłoczyć (dlatego właśnie podziękowano mu za współpracę w Bayernie Monachium). Ale na poziomie reprezentacyjnym, gdy zgrupowania planowane są kilka razy do roku? Jego wady mogą przekształcić się w atuty. Jestem bardzo ciekawa debiutu TT i trzymam za niego kciuki.
Na koniec mały żarcik – Anglicy plują sobie pewnie w brodę, że podpisali Tuchela w dniu, w którym Michniewicz rozstał się z FAR Rabat. Defensywny styl gry Czesia nie wymagałby wielkich zmian w postawie angielskich zawodników i pod jego wodzą na pewno wyszliby z grupy na najbliższym mundialu, bo to przecież Czesiu potrafi. A może to Michał Probierz powinien trząść już portkami (o, pardon, eleganckim garniturem), skoro Michniewicz znowu jest do wzięcia? Dobra, Amy, jest już noc, 1:51. Ty lepiej kładź się już spać. Dobranoc!











Odpowiedz na amyfootballlover Anuluj pisanie odpowiedzi