Stadion Olimpijski. Podróż przez sportową historię Rzymu

Nie spodziewałam się, że zwiedzanie Stadionu Olimpijskiego w Rzymie zacznę zbiórką pod Obeliskiem Mussoliniego. Oczywiście o faszystowskich upodobaniach ultrasów Lazio słyszałam nie raz, ale nie przypuszczałam, że w XXI wieku wciąż jeszcze można spotkać obiekty wzniesione na cześć Il Duce. Im głębiej w Foro Italico, tym mniej o niechlubnej polityce, a więcej o sporcie, dlatego zapraszam na wycieczkę po jednym z najważniejszych obiektów sportowych we Włoszech!

Budowa całego kompleksu rozpoczeła się w latach 20. XX wieku ale przerwał ją wybuch drugiej wojny światowej. Juliusz Cezar miał swoje Koloseum, papieże watykańską bazylikę, a Benito Mussolini chciał mieć swoje Foro Mussolini (z czasem przemianowane na Foro Italico). Do dziś zachowały się charakterystyczne dla ówczesnego reżimu konstrukcje oraz 59 posągów sportowców, reprezentujących dyscypliny sportowe w jakich rywalizowano w ubiegłym stuleciu. Część z nich była zbyt obraźliwa, dlatego podczas obrad parlamentarnych w 1959 roku zdecydowano o usunięciu tych najbardziej kontrowersyjnych.

Na terenie kompleksu znajdują się także słynne korty tenisowe, pływalnie, siłownie (dostępne wyłącznie dla wybranych) i przede wszystkim Stadio Olimpico, na którym oprócz piłki nożnej rozgrywane są także mecze rugbystów (w tym Puchar Sześciu Narodów) oraz zmagania lekkoatletów. Stadion może pomieścić 70,5 tysiąca kibiców, a w zależności od imprezy, nawet 82 tysiące osób. Wewnątrz jest zdecydowanie bardziej zadbany niż monumentalne San Siro, które już niedługo ma zostać zburzone.

Stadion Olimpijski to obiekt, na którym swoje domowe mecze rozgrywają dwie stołeczne drużyny futbolowe – AS Roma i SS Lazio. W trakcie przerwy reprezentacyjnej Olimpico pełni rolę stadionu narodowego dla Squadra Azzurra. Pierwszy mecz Włosi rozegrali tu w 1953 roku przeciwko reprezentacji Węgier Ferenca Puskasa i – niestety – przegrali.

Z szatni na murawę prowadzą dwa rzędy schodów – podczas zwiedzania można wybrać, którymi zejdzie się na dół. Ja oczywiście wybrałam te Giallorossich. Dla kogoś, kto kocha futbol, przejście tunelem, którym przechodzą na co dzień światowej klasy piłkarze to coś niezapomnianego, mistycznego. I znowu – wielbiciele historii mają Koloseum, praktykujący katolicy Watykan, a ja mam swoją własną świątynię – stadion.

Jako że Stadio Olimpico to domowy obiekt trzech drużyn, to znajdziemy tu oczywiście trzy domowe szatnie – Romy, Lazio i reprezentacji Italii. Dawka emocji jak po potrójnym espresso! Bez porównania z szatnią gości na Stamford Bridge, która z założenia jest po prostu brzydka, aby przyjezdni nie czuli się na terenie rywala zbyt komfortowo. W trakcie zwiedzania nie wolno dotykać wiszących nad siedzeniami koszulek – jak możecie się domyślać, zakaz złamałam. Wygrała miłość do Paulo Dybali.

Wisienką na torcie są wiszące na wejściu do obiektu oprawione koszulki wielkich piłkarzy, nie tylko rzymskich drużyn (Gianluigi Buffon, Lothar Matthaus, Giorgio Chiellini) oraz korki, piłki, stare zdjęcia i bilety. Kawał piłkarskiej historii, którą z nostalgią przeżywamy na nowo. W głośnikach słyszymy klubowe hymny a po wyjściu ze stadionu czujemy na sobie promienie słońca, które w Italii grzeje zupełnie inaczej.

Najgoręcej, przynajmniej w dzień niemeczowy, jest na Campo Centrale, wchodzącym w skład Stadio del tennis di Roma – kompleksu tenisowego, na którym rozgrywane są najważniejsze wydarzenia w tej dyscyplinie sportu. To kolejny imponujący obiekt, który zwieńczył całą wycieczkę po Foro Italico.

A nie, przepraszam! Na końcu był oczywiście fanstore, z którego wyszłam z koszulką reprezentacji Azzurrich. Oby jutro awansowali na Mistrzostwa Świata – buona fortuna!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect