Dzień dobry, Polacy, do widzenia, Polacy

Pompowanie balonika – nie lubimy tego określenia, oj, nie lubimy. Tym razem nawet nie zdążyliśmy balonika napompować, a już odpadliśmy z Mistrzostw Europy 2024. Powiedzenie „ostatni będą pierwszymi” ma tutaj idealne odzwierciedlenie i niestety, nie chodzi wcale o miejsce w tabeli, ale o fakt, iż jako ostatni awansowaliśmy na Euro i jako pierwsi odpadliśmy, jeszcze przed trzecim meczem z Francuzami. Nie o to nam chyba chodziło…

A wystarczyło grać na zero z tyłu. Wtedy na pewno byśmy nie przegrali i moglibyśmy mieć jeszcze te słynne matematyczne szanse. 0:0 z Austrią dawałoby nam jeden punkt i wspólnie z drużyną kraju Mozarta mielibyśmy ich…no właśnie, po jednym. Przed nami mecz z Francją, która męczyła się z Austrią, a przed Austrią mecz z Holandią, która wcale nie tak łatwo zwyciężyła z Polską. W trzeciej kolejce mogłoby się wtedy wszystko rozstrzygnąć, bo gdyby podopieczni Ralfa Rangnicka polegli w starciu z zespołem dłubiącego w nosie Ronalda Koemana, wówczas zostaliby z tym jednym punktem, natomiast my, w porywie nadziei i euforii, że ostatni mecz to nie mecz o honor, a drugi mecz o wszystko, moglibyśmy stawić czoła Francji, tak jak Słowacja wygrywająca z Belgią. I co? I mamy cztery punkty, miejsce w pierwszej trójce i szanse na awans.

Ale to był scenariusz, który mogliśmy analizować przed piątkowym rozstrzygnięciem. Dziś możemy jedynie liczyć na to, że nie zbłaźnimy się w meczu o pietruszkę, a jak sam selekcjoner powiedział, teraz zaczynamy przygotowywać się do Ligi Narodów UEFA. Tam mamy w grupie Szkocję, Portugalię i Chorwację, a meczem z tymi pierwszymi rozpoczniemy rozgrywki na początku września. Wszystkie te drużyny wciąż są w grze na Euro i możemy podglądać, w jakiej formie są nasi przyszli rywale. Taka Portugalia na przykład, wygrała wczoraj swoje spotkanie z Turcją 3:0. Jakby co.

Żeby zagrać na zero z tyłu, o czym pisałam wyżej, musielibyśmy spróbować zagrać czwórką w obronie. Analizy pomeczowe dosadnie pokazały, jakie luki zostawialiśmy Austriakom i jak swobodnie przedostawali się pod nasze pole karne. Ja wiem, że polscy kibice chcą oglądać futbol ofensywny, najlepiej wstawić wszystkich napastników, ale my nie jesteśmy królami murawy, którzy mogą sobie na taką taktykę pozwolić. Okej, jeszcze w pierwszym meczu przeciwko Holandii chwaliłam szybkie powroty do defensywy, ale w piątek niewiele było do chwalenia. Piątka można pochwalić, za gola. I to wszystko.

Próbowaliśmy grać pressingiem, ale to takie dziwne chojrakowanie – Austriacy są świetni w pressingu, po co chcieliśmy się z nimi w tym mierzyć? Czy nie powinniśmy w takim razie starać się ten ich pressing odpierać, zamiast skupiać się na nieumiejętnym robieniu tego samego? Jeśli ktoś z Was, czytających ten tekst, dziwi się teraz, o jakim polskim pressingu mówię, to w stu procentach zrozumiem. On wcale nie był widoczny, ale Michał Probierz w pomeczowej konferencji zapewniał, że graliśmy wysokim pressingiem i to właśnie przez wysokie ustawienie naszej drużyny traciliśmy bramki. Ja tam się z trenerem nie kłócę.

Z trenerami generalnie nie warto polemizować, a szczególnie z tymi, którzy już nie trenują i są ekspertami w studiach telewizyjnych/internetowych. Czesław Michniewicz, który uważa, że ktoś, kto nigdy nie grał w piłkę, nie ma prawa wypowiadać się na temat futbolu, na pewno odebrałby mi prawo głosu, ale mimo wszystko ja się jeszcze trochę pomądrzę. Bo wydaje mi się, że wybory personalne selekcjonera Probierza, o ile były zaskakujące w meczu z Holandią, o tyle w starciu z Austrią były po prostu  nietrafione.

Zabrakło mi Bartosza Salamona, którego obawiałam się czytając wyjściowe składy przeciwko Oranje. Wówczas zawodnik Lecha Poznań zagrał jednak solidnie, a jest to duży komplement w kontekście obrońcy, po którego rykoszecie straciliśmy bramkę. Ale grający z Austrią od pierwszych minut Paweł Dawidowicz zawiódł, zostawiając rywalom dużo miejsca na konstruowanie akcji i też, pośrednio, dał gola przeciwnikowi. W pierwszym meczu dobrze pokazał się Kacper Urbański i w drugim zdecydowanie zasłużył na grę w podstawowym składzie, ale inaczej uważał Michał Probierz i do wyjściowej jedenastki powołał między innymi Przemysława Frankowskiego, który wypadł dość słabo i  Jakuba Piotrowskiego, który wypadł chyba jeszcze gorzej.

Najgorsze przyszło jednak dopiero w drugiej połowie. Zmiany, na jakie postawił nasz elegancki Peaky Blinders, tylko pogrążyły biało-czerwonych. I na boisku, i przed telewizorami. Oglądałam ten mecz w pubie i gdy tylko na ekranie pokazany został gotowy do wejścia na murawę Robert Lewandowski, między wszystkimi stołami rozszedł się jęk obawy, niezadowolenia, zrezygnowania. I faktycznie, gdy tylko Lewy wbiegł na boisko, gra reprezentacji Polski zaczęła przypominać tę z eliminacji, gdy dostawaliśmy łupnia od Mołdawii, czy Albanii.

Wisienką na torcie było wpuszczenie Kamila Grosickiego. To był moment, w którym wielu kibiców pomyślało: „okej, Probierz chce zaskakiwać i próbuje być nieprzewidywalny, ale to już za wiele”. W ostatnim meczu na pewno też zadziwi nas swoimi wyborami, ale nie będziemy mieli już wtedy nic do stracenia – tym bardziej nic do zyskania. Starcie z Francją będzie ciekawym sprawdzianem dla Marcina Bułki, który być może zastąpi w bramce Wojciecha Szczęsnego i który doskonale zna przecież grę Francuzów, bo na co dzień występuje na francuskich boiskach, mierząc się między innymi z Kylianem Mbappe, czy Ousmanem Dembele z Paris Saint-Germain.

Nic więcej nam nie zostało, jak udowodnić, że jednak umiemy grać w piłkę. Standardowo, mecz o honor będzie musiał zadowolić ego polskich kibiców, którzy, jeśli mieli trochę zdrowego rozsądku, nie ustawili go sobie zbyt wysoko. Wiem jednak, że są wśród nas tacy, którym apetyt urósł po pierwszym meczu i zaczęli powoli dmuchać ten słynny balonik. Ja byłam już w połowie, ale nim go zawiązałam, wymsknął się i szybciutko uszło z niego całe powietrze. Czy jest jeszcze sens pompować go w przyszłości?

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect