Dwóch Łukaszów Wielkich

Jak wielka to szkoda, że LKS Goczałkowice-Zdrój nie grają w Ekstraklasie! III liga ma w swoich szeregach jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy ostatnich lat. Gdyby nie transfer Lukasa Podolskiego do Górnika Zabrze, III liga miałaby w składzie największą gwiazdę spośród wszystkich zawodników ze wszystkich drużyn na wszystkich szczeblach rozgrywkowych w Polsce. Jak wielka to szkoda, że LKS Goczałkowice-Zdrój nie grają w Ekstraklasie! Przynajmniej dwa razy w sezonie moglibyśmy być świadkami starcia dwóch Łukaszów Wielkich – wspomnianego Podolskiego i powracającego do ojczyzny zza zachodniej granicy Łukasza Piszczka.

Piszczu, w przeciwieństwie do Poldiego, nie miał szczęścia bycia tematem numer jeden. Zakończenie jego jedenastoletniej przygody z Borussią Dortmund zbiegło się w czasie z historycznym wyczynem Roberta Lewandowskiego, który pobił rekord Gerda Mullera zdobywając najwięcej bramek w sezonie Bundesligi. To o Lewym mówiono więcej, a wideo cieszącego się i zdejmującego koszulkę Roberta było pokazywane i share’owane znacznie częściej niż szpaler i łzy radości po ostatniej minucie gry Piszczka w BVB. Podobnie w przypadku powrotu do ligi – jego come back przyćmił transfer… no właśnie, Łukasza Podolskiego.

Urodzony w Gliwicach Niemiec od lat podkreślał, że chciałby na zakończenie swojej kariery występować w Zabrzu. Jako młodzieniec wychowywał się niedaleko stadionu przy ulicy Roosevelta i to tu marzył zagrać po raz ostatni. Dziś obiekt ten nosi imię wybitnego polskiego piłkarza – Ernesta Pohla, jednak na kartach historii widnieje również jego pierwsza nazwa – Adolf Hitler Kampfbahn. Co ciekawe, pierwszy mecz został tam rozegrany pomiędzy reprezentacją Polski i reprezentacją Niemiec. Dziś drużyna z Roosevelta ma w swoich szeregach ikonę reprezentacji Die Mannschaft, a mianowicie zawodnika, który w swoim CV może wpisać występy na EURO 2004, 2008, 2012, 2016 oraz Mistrzostwach Świata 2006, 2010, 2014. Imponujące!

Na ile decyzja o powrocie do Polski była efektem czysto piłkarskim, a na ile marketingowo-PRowym? A może to tylko sentyment ściągnął Podolskiego w rodzinne strony? Myślę, że odpowiedź jest sumą wszystkich powyższych. Poldi jest świetnym biznesmenem, prowadzi sieć kebabów, lodziarnie, własny browar, realizuje się w branży modowej. Dlaczego nie rozszerzyć swojej działalności na rynku polskim? Nie ulega jednak wątpliwości, że pierwiastek stricte futbolowy również ma tu znaczenie. Na jednej z prezentacji w Zabrzu padło pytanie, czy Podolski nie woli wrócić wyłącznie w roli PR-owca lub marketingowca, na co Łukasz odbił piłeczkę i zapytał: Nie wierzysz, że umiem grać w piłkę? Umiejętności sportowych nie można mu odebrać. Zawsze był świetnym zawodnikiem, a jego piłkarskie doświadczenie na różnych kontynentach jest tego najlepszym potwierdzeniem. 36 lat przestaje być dzisiaj wiekiem, w którym piłkarze kończą swoje klubowe kariery. Kiedyś do czterdziestki na boisku dobijali tylko bramkarze, ewentualnie obrońcy, teraz zaawansowana medycyna, odpowiednia dieta i przygotowanie fizyczne pozwalają na osiąganie znakomitych rezultatów także pomocnikom i napastnikom. Zlatan Ibrahimovic, Cristiano Ronaldo, czy Andreas Iniesta to najlepsze powyższego przykłady. A umiejętności Podolskiego na Górnik Zabrze będą na pewno ponadprzeciętne.

Sentyment też na pewno odegrał znaczącą rolę, podobnie jak w przypadku drugiego Łukasza Wielkiego. Powrót Piszczka do LKS Goczałkowice-Zdrój to historia wzruszająca, wyjątkowa i sentymentalna. Łukasz to prawdziwy Pan Piłkarz, piłkarz przez duże P. Przewrotnie – cofając się, szedł jak burza do przodu. Zaczynał bowiem jako napastnik, ale trenerzy widzieli w nim większy potencjał bardziej z tyłu. Przesunął się więc najpierw do pomocy, żeby później zbierać pochwały już jako jeden z najlepszych obrońców w Bundeslidze. W swojej karierze zatrzymywał największe futbolowe gwiazdy, zbierał pochwały od największych trenerów i ekspertów. Nawet w okresie, gdy borykał się z problemami zdrowotnymi, były szkoleniowiec BVB Jurgen Klopp podziwiał go za determinację i postawę na boisku: ­- Nie znam zbyt wielu zawodników, którzy mając takie problemy, jakie ma Łukasz, byliby w stanie grać na takim poziomie (…) cały czas zaciskaliby zęby i jeszcze przekonywali trenera, że nic im nie jest. Dla kibiców LKS możliwość zobaczenia na żywo Łukasza Piszczka – i to w barwach swojej ukochanej drużyny – będzie niesamowitym wydarzeniem za każdym razem, gdy Piszczu będzie wybiegał na murawę.

Czerwiec 1985 roku był wyjątkowy dla przebiegu spraw w roku 2021. Dzień po dniu przyszło na świat dwóch małych chłopców o takich samych inicjałach, którzy dziś są wielkimi piłkarskimi gwiazdami dla swoich nowych drużyn. Według danych Transfermarkt.pl wartość rynkowa Piszczka jest dziś wyższa od Poldiego, niemiej wybrać lepszego jest bardzo trudno. Obaj są dziś wielcy, ale każdy z nich dochodził do swojego sukcesu nieco inną drogą. Dla obu jednak koniec kariery (przynajmniej w roli zawodników) ma tę samą metę – Polskę. Zamiast wybierać lepszego, życzmy obu szczęścia, dużo zdrowia i wyłącznie czystej przyjemności z gry. Swój powrót do Legii miał już Artur Boruc, teraz pięć minut dla Poldiego i Piszczka. Poczekajmy jeszcze kilka lat, a być może w trykocie Lecha na stadionie przy Bułgarskiej wybiegnie kiedyś kolejny wielki – Robert Wielki!

Photo sources: Poldi, Piszczu.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Amanda, blogerka. Piszę felietony sportowe, recenzuję książki, komentuję bieżące wydarzenia z piłkarskiego świata i zapraszam do wspólnej dyskusji. :-)

Let’s connect