Gdyby ktoś poprosił mnie o wymienienie – bez czasu na zastanowienie – trzech najlepszych na chwilę obecną napastników w Europie, odpowiedziałabym: Kylian Mbappe, Karim Benzema, Robert Lewandowski. Wyrzucając z tego trio Polaka, a dodając w zamian Antoine’a Griezmanna i Oliviera Giroud’a, mielibyśmy wymarzoną podstawowo-rezerwową linię ataku. Idąc w głąb pola, gdyby ktoś zapytał mnie, kto jest obecnie największym kreatorem gry na środku boiska, zamiast jak zwykle Luki Modricia, czy Toniego Kroosa, tym razem wybrałabym N’golo Kante. Co więc poszło nie tak, że Francuzi nie znaleźli się w finale Euro 2020?
Można posunąć się o śmiałe stwierdzenie, że reprezentacja Francji przypomina reprezentację Polski, tylko kilka poziomów wyżej. Świetni w swojej klasie indywidualni zawodnicy, którzy zebrani, za przeproszeniem, do kupy, nie potrafili zagrać razem. Wniosek daleko wysunięty, ale być może trafny. Mbappe to piłkarz, o którym marzą niemal wszystkie zespoły na świecie. Benzema przeżywa swoją drugą młodość i to dzięki jego skuteczności Real Madryt skończył sezon na drugim miejscu w La Liga. Olivier Giroud to wręcz idealny rezerwowy, który w drugiej połowie wchodzi na boisko i strzela gola, tak jak niejednokrotnie robił to w Chelsea. Jego bramka z przewrotki w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Atletico była spektakularna (kadr z tej akcji mogłabym powiesić sobie w ramie na ścianie), a jego wyczyn przeciwko Sevilii, czyli cztery bramki – lewą nogą, prawą nogą, głową i z karnego – świadczy o naprawdę znakomitej, światowej klasie zawodnika. O ile na tego ostatniego nie można wiele narzekać w kontekście Euro 2020, gdyż rozegrał niewiele minut, drugiego można oszczędzić, bo strzelił cztery bramki, o tyle Kylian Mbappe zawiódł na całej linii, nie zdobywając ani jednego gola i psując decydującego karnego w meczu ze Szwajcarami, meczu o awans do ćwierćfinału turnieju. Zostaje jeszcze Griezmann, który ni oziębił, ni ogrzał Francuzów, zdobywając jedną bramkę w meczu fazy grupowej, bramkę dającą remis z zaskakującymi Węgrami. Griezmann we wszystkich spotkaniach wychodził w podstawowym składzie i nawet jeśli zostawiał swoje serce na boisku, to i tak nie z tego napastnik jest później rozliczany. Tutaj nota słaba. Może zatem problemu należy szukać środku pola?
Jak już wspominałam w artykule o Jorginho, Kante stawiany był przed Euro w gronie potencjalnych kandydatów do Złotej Piłki. Zwycięstwo w turnieju i wysoka skuteczność niewysokiego Francuza wysunęłyby go zapewne na prowadzenie w wyścigu o Ballon d’Or, choć sam N’golo, pełen ogłady i skromności, w ogóle nie myśli o zdobywaniu indywidualnych wyróżnień (tak, ten sam N’golo, który w minionym sezonie zdobył cztery nagrody MOTM w Lidze Mistrzów). N’golo Kante to zawodnik, którego kocha cały świat. Nie ma wrogów, ani hejterów. Swoją naturalnością i dżentelmenerią w wypowiedziach potrafi wzruszyć niejednego twardziela. Mimo łagodnej aparycji i drobnej postury sam takim twardzielem również potrafi być, ale głównie na boisku. Niestety, na czas Euro zapomniał o tej umiejętności. W żadnym z meczów Francuzów na tym turnieju nie widzieliśmy Kante w swojej szczytowej formie.
Wielokrotnie ciężar gry reprezentacji Francji spoczywał na barkach Paula Pogby, ale sam Pogba do finału nie był w stanie dojść. Zawodnik Manchesteru United popisał się fantastycznym golem w meczu ze Szwajcarami, ale co wydarzyło się później, doskonale wiemy. Pogba rozkręcał się z meczu na mecz i myślę, że w dalszej fazie play-offów mógłby jeszcze zabłyszczeć. Tymczasem zamiast trenować, koncentrować się i grać w kolejnych meczach, Pogba poleciał do Miami, gdzie bawił się z takimi gwiazdami, jak Paulo Dybala, Blaise Matuidi i Ronaldinho. C’est la vie!, jak mawiają Francuzi.
Brak zdecydowania, ociężałość i ospałość – czyli obrona Francji. W dodatku kontuzjogenna, bo problemy ze zdrowiem dotknęły Lucasa Hernandeza i jego zmiennika z meczu przeciwko Portugalii, Lucasa Digne’a. Nie wspominając już o Benjaminie Pavardzie, który w pierwszym spotkaniu po starciu z Robinem Gosensem stracił na kilka sekund przytomność. Na tym wcale nie zakończyły się problemy Francuzów. Do tego zestawu można jeszcze dołożyć matkę Adriena Rabiota, Veronique, która po meczu ze Szwajcarią starła się w loży z ojcem Mbappe oskarżając jego syna o arogancję, o czym nie omieszkała również poinformować przed kamerami dziennikarzy. Ot, kompletny obraz Francji na Euro 2020.
Pardon, jeszcze Hugo Lloris! Ale cóż ja o nim mogę? Chciałoby się napisać, że jego udział w turnieju był przyzwoity. To klasowy zawodnik, doświadczony kapitan, odpowiedni człowiek we właściwym miejscu. Niestety, rysą na jego występie było brutalne znokautowanie Danilo we własnym polu karnym. Portugalczyk przez dwie minuty nie podnosił się z murawy. Żółta kartka, jedenastka, Ronaldo. W ostatnim meczu Francuzów na Euro Llorisa przyćmił bramkarz Szwajcarów Yann Sommer, dla którego był to naprawdę udany turniej. To on wybronił wspomnianego karnego Mbappe. I tak to się wszystko dla Trójkolorowych skończyło.
Przed Euro podopieczni Didiera Dechampsa byli bezdyskusyjnymi faworytami do sięgnięcia po mistrzowski tytuł. Światowi eksperci, dziennikarze, byli zawodnicy i moi instagramowi przyjaciele – w większości wszyscy byli przekonani o triumfie Francuzów. Dlatego właśnie futbol jest tak piękny w swojej nieprzewidywalności! U Francuzów każdy w jakimś stopniu zawiódł. Być może poczuli się zbyt pewnie, niesieni na fali komplementów i zachwytów jeszcze przed Euro. Przerost nadziei nad rzeczywistą formą… my to chyba skądś znamy!
Photo source: pap.pl.











Skomentuj